Telewizja

Skandal wokół Konrada Berkowicza. Dziennikarki zareagowały, są wnioski o karę

Konrad Berkowicz obraził Justynę Dobrosz-Oracz po pytaniu o służbę wojskową. Dziennikarka zapowiedziała pozew, a sprawą zajęła się komisja etyki poselskiej.

Konrad Berkowicz odpowiedział obraźliwie na pytanie Justyny Dobrosz-Oracz o służbę wojskową. Do rozmowy doszło na terenie Sejmu, przed wejściem do budynku. Dziennikarka zapowiedziała pozew, a późniejsze wpisy posła wywołały kolejne reakcje środowiska dziennikarskiego i polityków.

Co wydarzyło się przed budynkiem Sejmu?

Justyna Dobrosz-Oracz próbowała zapytać Konrada Berkowicza, czy był w wojsku. Poseł najpierw odpowiedział: „Nie mam czasu”, a następnie dodał: „Poza tym rozmawiam z dziennikarzami, a nie z kurtyzanami”. Wypowiedź była bezpośrednią reakcją na pytanie dziennikarki dotyczące jego służby wojskowej.

Dobrosz-Oracz zapowiedziała pozew przeciwko Berkowiczowi. Później przypomniała mu również, że dostał mandat za niezapłacenie za część zakupów w sklepie IKEA. Ta informacja pojawiła się w kontekście dalszej wymiany między dziennikarką a posłem; ma średni stopień potwierdzenia.

Najważniejsze fakty

  • Uczestnicy: Konrad Berkowicz i Justyna Dobrosz-Oracz.
  • Pytanie: dziennikarka chciała ustalić, czy poseł był w wojsku.
  • Sporny zwrot: Berkowicz nazwał dziennikarki „kurtyzanami”.
  • Reakcja Dobrosz-Oracz: zapowiedziała pozew.
  • Konsekwencje polityczne: do komisji etyki poselskiej trafiły dwa wnioski o ukaranie posła, w tym żądanie wymierzenia najwyższej możliwej kary.

Od wypowiedzi do kolejnych publikacji

Po krytyce swojej wypowiedzi Konrad Berkowicz opublikował wpis o treści: „Przekroczyłem nieprzekraczalną granicę. Przepraszam wszystkie kurtyzany”. Nie zakończyło to jednak sprawy. W kolejnym wpisie zamieścił zdjęcie Justyny Dobrosz-Oracz i napisał, że „nie zwyzywał tej pani”. Następnie wyjaśnił: „Nazwałem ją stosownie do wykonywanej profesji i charakteru warsztatu, który prezentuje”.

W praktyce oznaczało to dwie różne deklaracje posła: najpierw przeprosiny skierowane do „kurtyzan”, a później podtrzymanie stanowiska, że użyte określenie miało odnosić się do pracy dziennikarki. Dobrosz-Oracz zapowiedziała drogę sądową, natomiast sprawa zaczęła być rozpatrywana także na poziomie instytucji parlamentarnych.

Jakie działania podjęto wobec posła?

Paweł Bliźniuk i Maciej Tomczykiewicz złożyli do Komisji Etyki Poselskiej wniosek o ukaranie Konrada Berkowicza. Niezależnie od tego marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty wystąpił do tej samej komisji o wymierzenie posłowi najwyższej możliwej kary.

Reakcji zażądało również Towarzystwo Dziennikarskie. Organizacja wezwała marszałka Sejmu do stanowczej odpowiedzi, Prezydium Sejmu do rozważenia konsekwencji regulaminowych, a Komisję Etyki Poselskiej do zbadania sprawy. Zaapelowała także do Klubu Poselskiego Konfederacja o zajęcie stanowiska. Są to konkretne, odrębne ścieżki działań: postępowanie przed komisją etyki, możliwe konsekwencje regulaminowe oraz stanowisko klubu parlamentarnego.

Co wydarzyło się w sprawie Doroty Wysockiej-Schnepf?

Osobny epizod dotyczył Doroty Wysockiej-Schnepf. Konrad Berkowicz napisał do niej: „Proszę pakować walizki, bo za rok Pani oraz Pani koleżanki «po fachu» nie będą pracować w Telewizji Publicznej”. Dziennikarka odpowiedziała, że nie boi się posła. Odniosła jego słowa zarówno do wcześniejszego pytania o służbę wojskową, jak i do sprawy pakowania toreb.

Ten wpis zawierał zapowiedź dotycząca przyszłości dziennikarki i jej koleżanek w Telewizji Publicznej. W przeciwieństwie do sprawy Dobrosz-Oracz nie chodziło w nim o jedną odpowiedź na pytanie zadane przed wejściem do Sejmu, lecz o bezpośrednią wiadomość skierowaną do innej dziennikarki.

Dlaczego środowisko dziennikarskie uznało wypowiedź za naruszenie standardów?

Towarzystwo Dziennikarskie stanowczo potępiło publiczne poniżenie Justyny Dobrosz-Oracz. Organizacja uznała, że określenie „kurtyzana” było poniżające, seksualizujące i uwłaczające godności kobiety. Podkreśliła również, że słowa padły w związku z wykonywaniem przez dziennikarkę czynności zawodowych na terenie Sejmu.

W ocenie Towarzystwa była to agresja słowna skierowana bezpośrednio przeciwko dziennikarce oraz rażące przekroczenie standardów obowiązujących osobę wykonującą mandat publiczny.

Zobacz też:

Źródła

Nota redakcyjna: To opowiadanie jest fikcją stworzoną w celach rozrywkowych. Bohaterowie, imiona i przedstawione wydarzenia są fikcyjne. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób lub sytuacji jest przypadkowe.

Może Cię zainteresować