Konrad Piasecki opowiedział o anonimowym liście zawierającym wyrok śmierci. Otrzymał go krótko po rozmowie dotyczącej Jedwabnego, a możliwy związek między tymi wydarzeniami widział w ówczesnej dyskusji wokół książki Jana Tomasza Grossa i tematyki żydowskiej.
Najpierw rozmowa o Jedwabnem, potem list
Chronologia przedstawiona przez dziennikarza zaczyna się od rozmowy dotyczącej Jedwabnego. Krótko po niej do Piaseckiego trafiła anonimowa przesyłka. List był napisany na maszynie, a jego treść obejmowała wyrok śmierci.
Piasecki nie zgłosił otrzymania listu. Jak wynika z jego relacji, uznał go wówczas za niegroźny.
Dlaczego połączył groźbę z debatą o książce Grossa?
Piasecki wskazywał możliwy związek listu z dyskusją wokół książki Jana Tomasza Grossa oraz tematyką żydowską. To element jego opowieści o tym zdarzeniu, a nie potwierdzone ustalenie dotyczące autora przesyłki czy jego motywów.
Ważny jest więc sam kontekst, w którym dziennikarz umieścił otrzymaną wiadomość: list pojawił się po rozmowie o Jedwabnem, a Piasecki zestawił go z trwającą debatą historyczną i publiczną dyskusją dotyczącą książki Grossa.
Od listu na maszynie do hejtu w internecie
O innych formach nacisku na dziennikarzy mówiła Agnieszka Gozdyra, opisując współczesny hejt w sieci. Jej zdaniem nasilił się on także na Facebooku, który wcześniej uważała za względnie cywilizowaną platformę.
Gozdyra wskazywała na armie botów, fałszywe konta i trolli, a także osoby dołączające do już trwającej fali nienawiści. Obwiniała również część polityków o budowanie wizerunku na hejcie i dawanie przykładu takich zachowań. Twierdziła ponadto, że część wskazywanych przez nią hejterów jest opłacana z pieniędzy polskich i europejskich podatników.
Opis Piaseckiego dotyczy konkretnego, anonimowego listu napisanego na maszynie. Wypowiedzi Gozdyry odnoszą się natomiast do internetowych mechanizmów hejtu — botów, fałszywych kont i trolli — i nie są informacją o tej samej sprawie.





